Ponieważ w swoim długim wpisie wygonił Pan mnóstwo demonów przeszłości, które mają lokalizować moje „ja” na Pana binarnej matrycy muszę się do nich odnieść bo chyba nie jestem jednak taki łatwy w obsłudze. Zniekształcił je Pan, rozumiem w imię tezy, zatem prostuję i wyjaśniam. Piłem wino Q od Meao. Nie podobało mi się. Miałem prawo do takiej oceny? Nie miałem? Nikomu niczego nie wytykałem, a jeszcze zdążyłem napisać że przeczytałem bardzo fajny tekst w MW, który Andrzej napisał o Olazabalu. Trudno o większą niejednoznaczność:)
O Angoli to nie ja tylko Deo. Dopisałem jedynie, może nieśmieszny, żart o partyzantach MPLA jako napędzających konsumpcję. Andrzej nawet żartobliwie go skwitował pisząc o ile dobrze pamiętam o Macau. Znów utrudniam.
Co ma powiedzieć o moim światopoglądzie wątek o winach piemonckich? Co do dostępności przecież podziękowałem za info, narzekając jedynie że dobre wina można kupić w Polsce tylko w dziwnych miejscach. Natomiast jeżeli chodzi o betamodernizm, to trochę mnie to rozśmieszyło. Napisałem, że wolałbym czasem czytać w MW o ludziach, którzy robią wino, bo są często ciekawsi niż same wina i ich betamodernistyczny styl. Że bardziej interesuje mnie humanum. Rozumiem, że Pan zdecydowanie odrzuca ten sposób myślenia.
Wreszcie pisze Pan o zmianach w MW w taki sposób, jakby były one konsekwencją mojego internetowego biadolenia, a nie wynikiem przemyślanej decyzji redakcji. Łechce to moje ego, niedoceniłem sam siebie i siły mojej sieciowej twórczości (faktem jest że z półek ursynowskiego Leclerca zniknęły wina z sabaudzkiego Abymes i korsykańskiego Maestracci, ale podejrzewam że to nie efekt moich recenzji tylko sprawka Winerscha:). To jednak niedorzeczne.
Co do biznesu 4Senses. Przede wszystkim już Pan projektuje reakcję. To chyba przedwczesne. Nie bardzo również rozumiem dlaczego tak zdecydowanie Pan odrzuca takie uwagi. Zawsze mi się wydawało że każde pismo, bez względu na to czemu poświęcone, próbuje opisywać zjawiska na rynku, definiować trendy, odnosić się do nich jakoś. Od jakiegoś czasu na moją skrzynkę mailową trafia mnóstwo ofert podobnych do tego co robi p. Kruk. Wiele osób z branży w rozmowie ze mną wspominało o „biznesie degustacyjnym” jako o żyle złota. Ja nie wiem jak to jest naprawdę. Sądziłem, że Pan zajmując się winem w piśmie konsumenckim, będzie potrafił to lepiej ocenić, rozpoznać, opisać. Pomoże zrozumieć.
A propos lifestyle'u. Przyznam że dla mnie to nie Klekotki, ale pytanie jakie zadaję sobie popołudniu w sobotę, gdzie pójść napić się wina z kumplami z wojska. Do Mielża, do Domagoja, albo może do Vinobilii, gdzie jeszcze nigdy nie byłem. Miejsc jest coraz więcej. Powstają nowe, upadają stare. Sądziłem że magazyn konsumencki przyjdzie mi w sukurs, pomagając podjąć decyzję. Tymczasem Pan kategorycznie twierdzi, że to dlaczego Vinares jest zamknięty nie interesuje czytelników MW. Trochę mnie to dziwi.
I wreszcie moje „kuriozalne” jak raczył Pan to nazwać pretensje do WE. Znów chyba było trochę inaczej. Napisałem tylko, że traf chciał, że piłem wina (algierskie ONCV i toskańskie Buonamico), których opisy są jednobrzmiące w obu ostatnich wydaniach przewodnika. Jednocześnie zastrzegłem się, że to pewnie jakiś margines, który nie wpływu na przydatność tej książki, żałując że zamiast kopiować, nie pojawiły się w tych miejscach jakieś nowe treści. I znowu zrobiła się afera. Tym razem Andrzej napadł na mnie ze sztandarem, na którym napisał „jak śmiem”.
To tyle tytułem wyjaśnień na czym polega moje „samo zło”. A rankingu najgorszych wydań MW nijak nie potrafię sobie przypomnieć. Jeżeli jednak powstał to rzeczywiście nie był to najszczęśliwszy pomysł.