sstar&let (2009-08-24)
Oczywiście rysa w skale (a w zasadzie Rysy) znajdzie się też tutaj, w pocztówkowym grajdołku, a większa rysa, rozpadlina skalna, a może nawet komin dość nieoczekiwanie tutaj w korku i to nie na zakopiance. PS. Sophia to zgrana karta, wistował nią Rurale w wątku górsko rowerowym.
Zmieniając temat. Gdy dotrzemy do Kuźnic i zrezygnujemy z kolejki do kolejki (rozsądek nam to podpowie, w końcu równie rozsądnie jest zrezygnować z oszczędzania na Petrusa) pozostaje dylemat: W lewo, czy w prawo? Jak nad Żyrondą w Bordeaux. Idąc na lewo od razu nadziewamy się na stromiznę, kamienistość i ziemistość (Skupniów Upłaz czyli Lewy Brzeg, a w zasadzie to zbocze). Kierując się zaś w prawo (Jaworzynka) zrazu nic nie zapowiada mocnego uderzenia, kusi nas plusz traw i łąk, to jakby spotkać po drodze Merlota. Niestety nie wszystko jest tak jasne, jak kiedyś. Teraz na lewym brzegu w końcu natrafimy na coś miękkiego, podrasowanego Merlotem (jak końcówka na Upłazie), a na prawym zostaniemy znokautowani uderzeniem kamienia (jak końcowe podejście w Dolinie Jaworzynki). Zgadnijcie, którą drogą poszedłem? W Bordeaux poszedłbym raczej drugą stroną rzeki.

sstar&let (2009-08-25)
Bingo! Było łatwo, przecież wypada nie lubić Merlota, nawet jak jest dobry;) A z obydwu szlaków trafiamy prosto do Murowańca (fotka z biodra, zachowałem się jak rasowy reporter, nie powiem skąd), gdzie same uznane marki: musujące Dorato i czerwone znane już z Kościeliskiej i TV, ciągle nieodgadnione. To wino prześladowało nas w całych Tatrach;) W tej sytuacji wybór padł na kwaśnicę, choć jak napiszę za kilka dni w notce, być może niesłusznie.

sstar&let (2009-10-05)
Kontynuując wątek tatrzański wcześniej czy później trafiamy na Orlą Perć. Kiedyś miałem pomysł aby udać się pod tą perć i zobaczyć jak ci ludzie z niej spadają. Potem okazało się, że nie taki diabeł straszny, choć czujność lepiej zachować. Na Kozim Wierchu, ani Kozich Czubach koziego sera nie uświadczysz (chyba, że sam sobie wniesiesz w plecaku, ale po co?), kozicę też trudno tam spotkać, więc nie ma co się tam z jakimś Sancerre czy Pouilly Fume wybierać;) Tym bardziej, że w górach nie pijemy... win! Na Granatach nie ma żadnych pachnących owocami egzotycznymi win ani owoców, niestety:( Pościeli Jasińskiego pozwolę sobie nie skomentować;) W sumie polecam. Wcześniej zaś dobrze przygotować się warto i poczytać! Z pociągu wprost na Orlą to kiepski pomysł, człowiek zmęczony narzeka na to, że pod górę trza iść;)
