peyotl (2009-07-02)
Txt agi to thriller najwyższej klasy, w pierwszej scenie trzęsienie, a potem rośnie... Nowy Jork... ładnych kilkanaście lat temu... miałem brodę jak zz top... Na Broadwayu podszedł do mnie Murzyn (przekreślone) Afrykański Amerykanin i mówi: "Bless me, Moses". No to ja go bless you. Wręczył mi różę, czerwoną i poszedł. Obaj zadowoleni. Na Lexington Ave był taki bar, gdzie przepijałem pieniądze podatnika amerykańskiego, dżin/tonik po 8 dolarów. Polewały dziewczyny w bikini w amerykańską flagę.

aga (2009-06-06)
Moje ostatnie wino i jedzenie w Nowym Yorku odbylo sie w Babbo u Mario Bataglia.Stolika oczywiscie nie mozna bylo miec, poniewaz wszystkie byly zarezewrowane z miesiecznym wyprzedzeniem. Jedyny rozsadny sposob to bar...ale trzeba bylo sie zjawic tuz przed otwarciem restauracji, mianowicie o godz. 5 (17). Byla nawet mala kolejka, natomiast bar byl duzy i przyjazny.
No coz, takich przezyc kulinarnych/towarzyskich/ nie na w Warszawie i dlugo nie bedzie. O co mi chodzi, usiadlam z moja kolezanka po fachu i zamowilysmy aperetif, prosecco i sie zaczelo....barman byl niesamowity....z tych co czyta w myslach i wie z kim ma do czynienia. Wjechaly przystawki, salaty, i wino z Maremma z butelki magnum, to dla kolezanki, ja zamowilam barbere....hmmm. w tle muzyka Pink Floydow, bo Mario, wlasciciel lubi takie klimaty...gadamy ze wszystkimi, z hostessa, kelnerami i oczywiscie z klientami obok..troche byli dziwni, ale potem sie rozruszali..po drugim kieliszku z magnum (house wine). Nagle zjawil sie sam Mario, przystanal, przywital, pogadal, rowny gosc, chociaz tzw. celebrity - wystepowal w show Iron Chef of America. Patrze na cala restauracje o 7.30 wszytko jest juz zapakowane, jest wiecej ludzi czyhajacych na miejsca przy barze. Ja z Cheryl, dopiero sie rozgrzewamy, nigdzie nie idziemy, this is my last night in NYC, for God's sake! Zamawiamy glowne dania, dzielimy sie, jedzenie jest super, rustykalne, wloskie, sa moje rabe - mlode pedy brokolow duszone w balsamico , przyprawione anyzem....jest tez grasica cieleca, i pasta z sepii....zdajac sobie sprawe,ze niektore potrawy wjechaly bez naszej wiedzy, on the house!!!!!! Nieprawdopodobne. Chyba moje zwierzania, ze to moja "la ultima cena". Nie bede mowic ile razy zmieniane byly nasze sztuce, tudziez kieliszki i w ogole. Potem deser, i espresso i Drambuie...I to za $170 na dwie osoby. Nieprawdopodobe, ale prawdziwe.
PS. Wina, ktore pilam:
Prosecco di Veneto NV
Morrellino di Scansano I Perrazi 2005 Magnum
Barbera d'Alba Guidobana 2006
rurale (2009-06-01)
Najchętniej to do wszystkich:) W Clo zabawne interaktywne stoły informujące o detalach pitego wina, w Adour stary szampan, w Inotece sporo pije się za darmo, w Pata Negra oprócz wina, szynka z dzikiej świni... Ale jak miałbym wybierać to pewnie poszedłbym do Bar Boulud. Po pierwsze dlatego, że nieźle wygląda na zdjęciu:), po drugie dlatego że to na przeciwko Lincoln Center, a tam fajne imprezy organizują (we wtorek, za tydzień gra Yo-Yo Ma; pewnie w tym barze można czasem natknąć się na któregoś z Marsalisów; Brandford wydaje się dość rozrywkowy, a Wynton to jakiś straszny sztywniak), po trzecie wreszcie dlatego że tam sporo Burgundii się leje, a ponieważ ja pojęcie o niej mam raczej blade (podobnie jak o kilku innych regionach winiarskich:), to chętnie zostałbym stałym bywalcem. Moje wyobrażenie o Nowym Jorku zostało ukształtowane przez film Fisher King (to ten z Bridges'em i Williamsem). Zatem zanim na wino, to najpierw raczej poszedłbym do Central Parku, żeby poleżeć na trawie i poczytać książkę na którą nigdy wcześniej nie miałem czasu (jest ich dość sporo, niestety). Potem kupiłbym tą lurę w papierowym kubku i zajrzałbym do Grand Central (nasz ulubiony wątek o stacjach kolejowych). Tam pachnie kawą i ciastkami. Zaczekałbym aż ludzie zaczną tańczyć... W Bryant Park, po zmierzchu, czasem puszczają stare kino pod gołym niebem. Tam jest co robić:)
rurale (2009-06-01)
W ostatnim, czerwcowym wydaniu Decantera, znalazł się spory tekst o wine-bar'ach w NYC. Twierdzą, że jest dobrze, a nawet bardzo dobrze. Na dowód napisali, że sporo leje się win z Górnej Adygi. Przyznam że dziwnie bym się czuł kręcą kieliszkiem schiavy w jakimś lokalu niedaleko Flatiron:)
sstar&let (2009-05-24)
Wiesz jak jest... póki co u nas glamur kojarzy się przede wszystkim z glam rockiem;-) Z tego co wiem (sam niestety nie byłem, co to za pomysł w poniedziałki robić degustacje? w poniedziałki to się do pracy idzie!), to niektórzy ze znajomych na GR Roadshow bardzo się starali - założyli (jak nigdy) glamurowe (może glam rockowe?) garnitury, inni niezwykle eleganckie koszulki Sstarwines;-) Na pewno wyglądali sleek and slender, a może suave and svelte nawet:-) Pzdr serdecznie!
PS. A wracasz Ago do Nowego Jorku, czy dłużej u nas zabawisz? Pozwolę sobie zaetykietować ten wątek Nowy Jork. Będzie teraz na stałe gościł w stopce.
Wina Anselmi San Vincenzo:
I Like New York in June 2007 V..