- Prezent - rzekł Prosiaczek bardzo głośno.
- Masz wciąż mnie na myśli?
- Tak.
- Wciąż jeszcze moje urodziny? .
- Ależ tak, Kłapouszku!
- Moje, przeze mnie obchodzone dziś,
prawdziwe urodziny?
- Tak, i właśnie przyniosłem ci balonik.
- Balonik? - zapytał Kłapouchy. -
Powiedziałeś: balonik? Wielki, kolorowy
przedmiot, który fruwa w powietrzu?
Szaleństwo, śpiew i taniec? Hopsasa?!
- Tak. Ale - niestety - bardzo mi
przykro, Kłapouszku, bo kiedy biegłem
tutaj, żeby ci go przynieść, upadłem.
- Ajaj! Co za nieszczęście! Pewnie
biegłeś za szybko. Czyś się aby nie
potłukł, mały Prosiaczku?
- Nie... Tylko balonik... Ach,
Kłapouszku, ja go pękłem! Zapadła długa
chwila milczenia.
- Mój balonik? - zapytał wreszcie Kłapouchy.
Prosiaczek skinął łebkiem.
- Mój urodzinowy balonik? - Tak,
Kłapousiu - odparł Prosiaczek z lekka
pociągając nosem. - Proszę. I składam
ci przy tym najserdeczniejsze życzenia.
- I wręczył Kłapouchemu kawałek mokrej szmatki.