pinkas (2010-02-22) 
Naprawdę lubię śliwki pod wieloma postaciami- najbardziej chyba w konfiturze, dlatego pełen nadziei zakupiłem butelkę tak polecanej przez wielu znajomych japońskiej śliwki. Pierwszy zgrzyt przeżyłem jak zobaczyłem Germany (nie żebym coś miał do Niemców), drugi (bardziej drastyczny był po "włożeniu" nosa do butelki. Zamiast oczekiwanej śliwki poczułem... jabłka (jak mam być szczery to razem z nutą pigwy). Nic to, w smaku będzie lepiej, pocieszałem się. Niestety! Przypomniał mi się smak gum a la turbo lub żelowych miśków z dzieciństwa (haribo). Jak bym to wino nazwał "plastikowe" i "tipsowe", aż do bólu! Do tego na drugi dzień bolała mnie od niego głowa, więc wolę nie wiedział czego do niego dodają. Jak dla mnie porażka na całej linii- jedynie butelka i etykieta w miarę, dlatego daję słabą czwórkę. @Jim Opole
sstar&let (2009-12-22)
Wino do śledzia! W rybnym wątku może polecę moje ostatnie odkrycie: negrette z fronton o niskim poziomie tanin i kwasu (co innego tłusty halibut), ciut słodyczy do słonego dość, lekko korzennego, w oleju (nie miałem na to wpływu) śledzia. Myślę, że bożole też by się nadało, ale nie nadmiernie kwasowe, ani broń Boże beczkowe. Może Schiava? Bo to, że szampan czy inny mus zawsze pasuje do każdego prawie śledzia to wiadomo:)
Macie jakieś inne świąteczno rybne propozycje?
sstar&let (2009-11-27)
Miruna jest jadalna, jak mamy wybrać między pangą, tilapią i solą, wybieramy mirunę. Ale to tu w Łodzi. Nad morzem jadamy jeszcze spręzystą ke(a)rgulenę. Zupełnie zaś nie kojarzę jaki jest karmazyn. Nad morzem też serwują (sic!) okonia Nilowego:) Nie wiem skąd, bo chyba nie z Nilu;) Sandaczem zajadają się wszyscy w Bziku, ale może to kwestia dobrego sou ziołowego, my bierzemy łososia, dobrego dla zwulgaryzowanych mas i co ważniejsze bez sosu, choć z tłustością też mało win zagra. Pstrąg w migdałach bywa niezły, ale zachwyciliśmy się ostatnio nad Gardą mutantem: łososiopstrągiem, więcej masy niż u pstrąga, ale też dość delikatny. W folii z ziołami był przepyszny. A co powiecie na świeże! ostrygi, przepijane szampanem? Ja mógłbym tylko przepijać, bo połknąć tego gluta nie dałbym rady. Jadłem jednak kiedyś zapiekane i były pyszne! Daleko od domu. Najlepsze owoce morze jadłem zaś na jakiejś zapadłej wiosce na wyspie lotniskowej (ale z dala od lotniska!, bliżej Buddy;) koło Hong Kongu. Diabeł mówił dobranoc, morze mówiło dzień dobry, krab zaś mówił smacznego...
Wina Choya Umeshu GmbH:
Choya Silver