Logo SstarWines Jak czytac etykiete Chile
Colheita Niepoort 1998
Porto DOC
Portugalia
Touriga Nacional
Touriga Franca
Tinto Cão
Tinta Francisca
Tinta Amarela
Sousão
Tinta Roriz
others
Cena: 140
Alk: 20,00%
Kolor: s
Nr 13981
www
Legenda (ocena):
8 - wybitnie, prawdziwe arcydzieło
7 - bardzo dobre, wino z dużą klasą
6 - dobre, interesujące
5 - całkiem niezłe, przyzwoite
4 - słabe
Brak gwiazdki
3 - omijać z daleka, wino z wyraźnymi wadami

Inne od Niepoort:
Junior, Ruby NV Porto Touriga ..

Senior, Tawny NV Porto Touriga..

Tawny 10 Anos NV Porto Tinta R..

Tawny 20 years NV Porto Tourig..

Junior, Ruby NV Porto Touriga N..

Fabelhaft, Branco 2011 Douro

Projectos 2010 Tras Os Montes ..

Charme 2010 Douro Tinta Roriz,..

Tiara 2010 Douro Codega, Rabig..

Berek 2010 Douro Touriga Franc..

Redoma, Branco 2010 Douro Rabi..

Redoma, Branco, Riserva 2010 D..

Vertente 2009 Douro Tinta Rori..

Redoma 2009 Douro Tinta Amarel..

Batuta 2009 Douro Tinta Amarel..

Vintage 2009 Porto Touriga Fra..

Fabelhaft 2008 Douro

Omlet 2008 Porto Touriga Franc..

Rose 2007 Douro Tinta Amarela, ..

Berek 2007 Douro Touriga Franc..

Rotulo Sombra 2006 Douro Tourig..

Berek 2006 Douro

Tiara 2006 Douro Codega, Rabiga..

Redoma 2005 Douro Touriga Fran..

Tiara 2005 Douro Codega, Rabiga..

Charme 2005 Douro Tinta Roriz, ..

Batuta 2004 Douro Tinta Amarel..

Robustus 2004 Douro Touriga Fr..

Charme 2004 Douro Tinta Roriz, ..

Charme 2004 Douro Tinta Roriz, ..
Charme 2004 Douro Tinta Roriz, ..
LBV 2004 Porto Touriga Nacional..

Fabelhaft 2003 Douro

Batuta, Barrel Sample (BS) 2003..

2003 Porto Touriga Nacional

Batuta 2003 Douro Tinta Amarela..
2003 Porto

Batuta 2003 Douro Tinta Roriz, ..
Redoma 2003 Douro Touriga Franc..

Redoma 2002 Douro Touriga Franc..
Colheita 2001 Douro Touriga Na..

Batuta 2001 Douro Tinta Amarela..
Batuta 2001 Douro Tinta Amarela..
Vertente 2001 Douro Touriga Nac..
Vertente 2001 Douro Touriga Nac..
Redoma 2001 Douro Tinta Amarela..
Vertente 2001 Douro Tinta Roriz..
Tawny 10 Anos 2000 Porto
2000 Porto Malvasia, Viosinho,..

LBV 1999 Porto
Vintage 1987 Porto Touriga Nac..

Vintage 1983 Porto Touriga Nac..

Projectos Douro

Fabelhaft Moritz Tawny Douro ..

sstar (2012-09-28) Ocena: 6
Z portu w przestworza tylko jeden krok przynajmniej jeśli chodzi o port lotniczy;-) Lotem do boskiego Buenos czy do surowego, szarego, nieco przykurzonego Santiago, równie anarchistycznego i nieprzewidywalnego co Warszawa. Ale może oddajmy głos pilotowi, czy leci z nami pilot?

Wzgórza pod samolotem żłobiły już swe bruzdy cienia w złocie wieczoru. Równiny stawały się świetliste, ale światłem, którego promieniowanie trwało - w tym bowiem kraju oddają one w nieskończoność słoneczne złoto a gdy nadejdzie kres zimy - biel śniegów.
Pilot Fabien, który z leżącej na dalekim południu Patagonii wiózł pocztę do Buenos Aires, poznawał zbliżanie się wieczoru po znakach, po których zazwyczaj poznaje się wody portu - jest to cisza i łagodne smugi zastygłych w spokoju obłoków. Wkraczał do przystani rozległej i błogosławionej. Wśród tego spokoju doznawał złudzenia, że odbywa niefrasobliwą wędrówkę, niby jaki pasterz patagoński powoli wędrujący od stada do stada - on przelatywał od miasta do miasta, był pasterzem rozsypanych po drodze mieścin. Co parę godzin oglądał z góry któreś z nich, pijące wodę z rzecznej strugi lub pasące się na równinie.
Czasem znów na stukilometrowym obszarze stepu bardziej bezludnego niż morze, mijał zapadłą fermę, która zdawała się odpływać wstecz, unosząc na rozkołysanych falach łąk brzemię istnień ludzkich - pozdrawiał wtedy skrzydłem ów statek.

Zniżając się na zmniejszonych obrotach silnika nad San Julian, Fabien uczuł się znużony. Domy, kawiarnie, drzewka skwerów - wszystko, co nadaje urok życiu człowieka, rosnąc zbliżało się ku niemu. Fabien podobny był do zdobywcy, który po dniu triumfu, spoglądając na podwładne mu ziemie, dostrzega nagle skromne szczęście ludzkie. Zapragnął zdjąć z siebie zbroję, poddać się bezwładowi i znużeniu - niedola ludzka to również pewne bogactwo - stać się zwykłym człowiekiem, który co dzień ogląda przez swe okno ten sam widok. Zgodziłby się pozostać nawet w tej oto mieścinie; zrazu wybieramy, a potem poprzestajemy na egzystencji przypadkowej, którą z czasem możemy nawet pokochać. Ogranicza nas ona jak miłość Fabien chętnie by tu pozostał na długo, zagarnąłby tu swoją cząstkę wieczności, wszystkie bowiem miasteczka. W których zaledwie godzinę przebywał.

I te ogrody opasane starymi murami... które mijał, wydawały mu się wiecznością trwającą poza nim. Tymczasem miasteczko dźwigało się coraz bliżej ku niemu, otwierając przed mm swe wnętrze Fabien myślał o przyjaźni, o tkliwych dziewczętach, o stołach nakrytych białymi obrusami - o tym wszystkim. z czym człowiek powoli zżywa się na wieczność. Miasteczko przepływało tuż pod nim. niemal pod samymi skrzydłami samolotu, odsłaniając tajemnicę swych zamkniętych ogrodów, nie bronioną już murami.

A jednak Fabien po wylądowaniu miał świadomość, że poza kilkoma postaciami ludzkimi, poruszającymi się z wolna wśród murów, właściwie nie widział nic: miasteczko swą sztywną nieruchomością broniło jakby sekretu nurtujących je namiętności, kryło słodką intymność własnego życia Trzeba było zaniechać próby zdobycia tego sekretu.
Po dziesięciominutowym postoju Fabien ruszył w dalszą drogę.
Obejrzał się na San Julian - była to już tylko garść świateł, porem garstkę nikłych gwiazdek, wreszcie w nicość rozproszył się pył. który go był kusił po raz ostatni.

- Kurier z Chile zawiadamia, że widzi już światła Buenos Aires.

Riviere. odpowiedzialny za całą sieć lotniczą, przechadzał się wzdłuż i wszerz po lotnisku w Buenos Aires. Milczał, gdyż aż do chwili przybycia trzech samolotów ten dzień był dla niego straszny. Z minuty na minutę, w miarę nadchodzenia depesz, Riviere nabierał przeświadczenia, że wydziera ofiary z paszczy ślepego losu. że uszczupla zakres działania siły niewiadomej, że wyciąga swe załogi na brzeg z otchłani nocy.
Do Riviere'a podszedł robotnik z wiadomością otrzymaną ze stacji radiowej.
- Kurier z Chile zawiadamia, że widzi już światła Buenos Aires.
- Dobrze.

Wreszcie obrócił się ku swym zwierzchnikom i towarzyszom i popatrzył na nich z powagą, jak na swoją własność. Zdawał się ich liczyć, mierzyć, ważyć i myślał, że słusznie mu się należą, tak jak i ten hangar odświętnie oświetlony, i te solidne cementy, i to miasto tam dalej, z całym panującym w nim ruchem, kobietami, gwarem i upałem. Trzymał wszystkich tych ludzi w swych szerokich dłoniach, niby poddanych, gdyż mógł ich dotykać, słyszeć, obrzucić obelgami.
Zrazu miał ochotę obrzucić ich obelgami za to, że siedzą tu sobie bezpieczni, pewni swojego życia, zachwycają się księżycem, ale rzekł tylko dobrodusznie:
- Postawcie mi butelczynę.
I wysiadł.
Chciał opowiedzieć swą podróż:
- Gdybyście wiedzieli!...
Sądził niezawodnie, że już dosyć powiedział, bo poszedł zdejmować swą skórzaną odzież.
W samochodzie, który go unosił ku miastu w towarzystwie posępnego inspektora i milczącego Riviere'a, zrobiło mu się smutno - błogo jest wydostać się z opresji i stawiając stopę na twardej ziemi, zakląć siarczyście. Co za potężna radość! Ale potem, gdy się tamto przypomni, nachodzą człowieka jakieś dziwne wątpliwości.
Walka z cyklonem - to przynajmniej coś bezpośredniego, realnego. Ale owo oblicze rzeczy martwych, jakie one przybierają, gdy się czują zupełnie same!
„To tak - rozmyślał - jak w chwili buntu: twarze zaledwie pobledną, ale jakaż w nich zachodzi przemiana!”
Uczynił wysiłek, żeby sobie przypomnieć.
Leciał, spokojny, ponad Andami, okrytymi śnieżnym uspokajającym całunem. Śniegi zimowe nadawały skupiskom gór wyraz martwego spokoju, jaki zamarłym ruinom nadają wieki. Na obszarze dwustu kilometrów ani śladu człowieka, ani tchnienia jakiegoś życia, ani cienia wysiłku. Sterczą jedynie strome grzbiety, o które niemal ocierał się na wysokości sześciu tysięcy metrów, jedynie urwiska kamienne opadające prostopadle w dół. jedynie ten straszliwy spokój.
Było to w okolicy Pić Tupongato...
Zastanowił się. Tak, to właśnie tam był świadkiem cudu.

Jak ktoś doczytał do tego miejsca to dowie się zaraz jak to wino smakowało, a jedno jest pewne - na pewno było powietrzne;-) Wątek z pilotem dołącza do wątku z marynarzem http://www.sstarwines.pl/wino13980 odbiór! Cytat pochodzi z książki Saint Exuperry'ego Nocny lot i obok małego księcia to lektura obowiązkowa, także dosłownie chyba. Nieobowiązkowa i męcząca jak słabe Porto jest za to Twierdza tego samego autora. No ale na szczęście ta Colheita słaba nie była. Wprost przeciwnie. Stare Colheity (wymawiać kulejty) to dobry i stosunkowo tani zakup. Polecał Wojtek Bońkowski w Winach Europy, obok niefiltrowanych LBV i wcale mu się nie dziwię. GP chyba też sobie tą kategorię wina ceni. No dobrze. Jak to porto pachnie? Ja u szewca - buty i alko;-) Usta (ale nie szewca) fajne, eleganckie. Ocena 7, bez plusa, którego na 20-letnie tawny zużyłem. Gorzki orzech włoski jest tutaj w posmaku. Bardzo fajne porto, już bez kantów (uczciwy szewc!). Więcej iskry - owoc niż '01. Tu chyba się walnąłem w notatkach, bo pewno chciałem odnieść się do próbowanego równolegle '98. Owoc pewno suszony, ew. kandyzowany. O pół procenta więcej alkoholu niż w 1998, ale to pewno niczego nie tłumaczy:-)

Ups! Notka już była jak widać: http://www.sstarwines.pl/wino13871 więc może tym razem o 1998 napiszę zamiast 2001. Ocena słabsza, choć ciągle 7, jedynie minus dopisałem tym razem, więc może sześć dla zróżnicowania mu dam? Bardzo gorzkie. Chyba pachnie jak grappa. Ale za to pełniejsze od 2001 i bardziej skórzaste niż owocowe w porównaniu z 2001. Odnośnik do notki producenta: http://www.niepoort-vinhos.com/en/ports/pdfs/COLHEITA_1998.en.pdf Cena z Wine Searchera to ok. 140zł, ocena 91PP: http://www.wine-searcher.com/find/niepoort+colheita/1998 @Atlantika/Quinta